|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Kocham, lubię, szanuję...
Kontakt:
broken_angel@gazeta.pl
Moja twórczość artystyczna
Odwiedzam, nawiedzam...
|
All About Me
środa, 24 grudnia 2008
czwartek, 11 grudnia 2008
Byłam dzis u lekarza. I się przeraziłam. Służba zdrowia chyba tak nisko jeszcze nie upadła jak dziś. Pomine fakt, że czekałam na wizyte jakieś 90 minut, do której i tak nie doszło. Szanowny pan doktor (w wieku jakichs 150 paru lat) w pewnym momencie wyszedł z gabinetu, popędził do recepcjii po karteluszkei wrócił. Tyle że nie do swojego gabinetu. Z zaskoczeniem na twarzy szarpie za klamkę a tu nic. Drzwi zamknięte. Pewnei pacjent je zamknął od środka:P Jeden z oczekujących delikatnie zakomunikował szanownemu doktorowi że przyjmuje on w innym gabinecie. Lekarz spojrzał na niego z niedowierzaniem i rzucił: "A tak. Zapomniałem." jak już wyszłam z szoku potruchtałam do recepcjii i zapytałam czy przyjmuje dzisiaj jeszcze inny lekarz. Otuż nie. Oddałam więc swoja kartę i zapowiedziałam sie że wpadnę jednak jutro bo mam wątpliwości co do kompetencji owego lekarza. Pani sie uśmiechneła i poradziła najpierw zadzwonić. Tak zrobię oczywiście.
sobota, 04 października 2008
Jestem załamana... Przedwczoraj kilkanaście osób dostało maila w temacie którego widniał napis "spotkanie informacyjne". Gdy osoby te poszły na to spotkanie okazało się, że każda z nich zostanie zwolniona... Poleciało 45 osób. 20% personelu z dnia na dzień znikneło... Wszyscy byli w szoku... Nasi kierownicy o zaistniałej sytuacjii dowiedzieli się równiez jak pozostała reszta od osób trzecich. Od wczoraj każdy z pracowników sprawdza rano poczte w sercem w gardle czy nie ma tam maila zatytułowanego spotkania informacyjne. Krążą plotki o dalszej redukcjii personelu. O ironio, jakiś czas temu zmieniło sie szefostwo oddziału Polskiego w firmie gdzie pracuje. Spotkań z nowym szefem odbyło sie kika. Na każdym z nich zapewniał, że osoby które miały stracic prace juz ja straciły i że firma nastawia się na silny rozwój... A tu nagle bum. Ludzie, z którymi przez te 3 miesiące w jakiś sposób się zrzyłam odeszli... Dziś odbyło sie zebranie kierowników z szefem. Nie powiedział niczego czego byśmy nie wiedzieli... Atmosfera w pracy jest fatalna... Pogrzebowa wręcz. Od piątku efektywnośc pracy jest niemalże zerowa... Każdy z pracowników ma umowy podpisane do końca roku. Prawdopodobnie części z nas nie przedłużą jej. Z reszta podejrzewam, że jakas część ludzi sama się zwolni, gdy tylko znajda jakąś inna, pewniejszą posadę. Trza sie znowu rozejrzeć za robotą...
środa, 20 sierpnia 2008
Od pewnego czasu komputer wywiera na manie bardzo negatywne myśli. Nawet nie chce mi się na niego patrzeć, a co dopiero go włączać... Stąd od dłuższego czasu brak jakichkolwiek oznak życia. Ale żyję. Spędziłam z Arkiem mokry weekend nad morzem. Dokładniej w Gdańsku. Mimo fatalnej pogody odpoczełam. Psychicznie od mojej kochającej rodziny od (czasem toksycznych) znajomych. Zmokłam nie miłosiernie, wściekałam się stojąc w korkach, wjeżdzałam samochodem pod prąd i wyszalałam się na parkiecie. Jedynie nie wyszalałam się na drodze. Niestety w drodze powrotnej osiągałam zawrotną prędkość, uwaga 15km/h... Wspaniałe uczucie mieć świadomość, że autko które prowadzisz to "R jak rakieta", a tu lipa; wleczesz sie jak ślimak. Najważniejsze, że spędziliśmy calutki weekend razem. I nikt nam nie przeszkadzał. No może z wyjątkiem mojej mamy, która regularnie dzwoniła by upewenić się że żyjemy i nic nam nie jest, gdyż co jakiś czas miała wizje rozbitego auta na drugim drzewie z lewej i naszych rączek wystających z wraku... Przerażał ją fakt, że jej córeczka pojechała pierwszy raz sama tak daleko samochodem. Pewnie za jakieś sto lat, jak kiedyś zdarzy mi się mieć własne dzieci zrozumiem co czuła. A teraz pozwólcie że powspominam ten cudowny weekend. Buziaki:**
czwartek, 19 czerwca 2008
A może życie nie do końca jest takie posrane jak mi sie ostatnio zdaje. Może gdzieś tam jest jakas nadzieja na lepsze jutro. Po chwilach zwątpienia i totalnego załamania gdzieś tam zauważyłam światełko. Jeszcze małe, wątłe i dalekie, ale jest... i najwidoczniej się zbliża. Czuję to...
piątek, 13 czerwca 2008
Nie jestem przesądna i nie wierze w piątek 13-go... Data taka sama jak każda inna. Ale dzisiaj wszystko sprzysięgło sie przeciwko mnie. Już od samego rana czułam, że dzisiejszego dnia nie zaliczę do udanych. Najpierw dydaktyka, potem głupia krowa Emila odrzucała moje telefony i mapy jak nie było tak nie ma... Przy najbliższej okazjii ja zabije ją, mnie Mariusz, a Mariusza Kasia.Trzy zgony to minimum... Potem zmokłam do ostatniej suchej nitki, utknęłam w gigantycznym korku, spóźniłam się na kolokwium, którego oczywiście nie zaliczyłam... bo jakże dzisiaj mogłoby byc inaczej. Nie nawidzę dni takich jak ten. Aaaaaaaaa i zapomniałam jeszcze dodać, że za jakies 20 lat zobaczycie mnie znęcającą się nad gromadą bachorów na zajęciach z geografii (co jest oczywiście szczytem moich ambicjii), ponieważ moja genialna aplikacja i półgodzinne produkowanie sie na rozmowie kwalifilacujnej zostały odrzucone... Dupa, nad dupami i tyle... Kurwa...
piątek, 30 maja 2008
Mili i uprzejmi panowie (czyli jakieś 0,000000001% męskiej populacjii) są proszeni o nie czytanie poniższej notki, gdyż moga poczuć sie urażeni. Cała reszta niech czyta. Mężczyzna
– jeden z dwóch modeli człowieka.
Wyróżnia się ogólną nieprzytulnością, niechęcią do kooperacji,
chropowatością oraz nadmierną sennością. Mężczyzna odżywia się piwem i chipsami, jego okres godowy trwa przez cały rok i składa się z licznych ultrakrótkich incydentów. Ożywia się na bardzo krótko, przerywając letarg, jeżeli zaobserwuje drugi model człowieka – kobietę,
z którym jest w pełni kompatybilny, dzięki wykorzystaniu
przeciwstawnych części kontaktujących się. Chęć zbliżenia manifestuje
obleśnym uśmiechem. Aby zwiekszyć szansę na zbliżenie, dokonuje wcześniej pewnego ciekawego i traumatycznego dla siebie obrzędu mysia całego ciała. Paradoks mycia się jest najciekawszym zwyczajem mężczyzny
– myje się, chociaż w wyniku tego zabiegu przez najbliższy tydzień
czuje się bardzo nieswojo. Mężczyzna zbudowany jest z:
Z własnych dośwoadczeń: Facet niezależnie od wieku jest niedorozwiniętym emocjonalnie kaktusem, nie posiadającym uczuć i mózgu. O rozumie nie wspomnę. Jest ślepy, niezdecydowany, niedorozwinięty emocjonalnie. Śmiem nawet twierdzić że jest odpadem genetycznym po nieudanych próbach stworzenia czegoś na pozór dobrego. W chwili usłyszenia prawdy na swój temat bulwersuje sie i zaprzecza. Wykorzystuje swój urok osobisty który w 90% jest jego ubzduraną wizją samego siebie. Myśli, że może wszystko mieć, chcieć i rządzić. Otóz to nie do końca tak działa prosze szanownych panów. Zróbcie kiedyś wyjątek spórzcie na siebie i oceńcie się z innej perspektywy.
A zapomniałam żaden z was tego nie potrafi...
niedziela, 11 maja 2008
Jutro jadę nad morze. Jestem spakowana, zwarta i gotowa. Ale chyba z mieszanymi uczuciami... Wracam w sobotę...
czwartek, 08 maja 2008
Chciałam poinformować, iż ku niezadowoleniu coponiektórych ludzi jednak przeżyłam. I miewam się całkiem dobrze. Dochodzę do siebie.
wtorek, 06 maja 2008
Umieram... Nie! Zdycham. Mam temperaturę, nos wielkości i barwy pomidora, boli mnie głowa. Czuje każdy najmniejszy nawet mięsień mojego ciała. Generalnie moje ciało odmawia dzisiaj posłuszeństwa. Weekendowe imprezy mi bokiem wychodzą... a przepraszam nie bokiem tylko nosem. Ale warto było. Jak zawsze. Powiedziałam sobie nigdy więcej... .... to kiedy powtórka z rozrywki? tylko, proszę niech będzie już ciepło. PS. Urodziny zostały nadrobione. Nawet z namiastką:P Mimo mojego agonalnego stanu. Cholera zabrakło mi husteczek... |